Zdjęcie: Kirinohana
Dieta, którą dziś się zajmiemy należy do grupy diet na całe życie. Swoją popularność zyskała głównie dzięki amerykańskim gwiazdom takim jak Catherine Zeta-Jones czy Demi Moore, które tą dietę stosują albo mówią, że stosują. I jak się okazuje jest to znacznie lepsza reklama niż fakt, że u podstaw tego sposobu żywienia są badania, za które naukowcy dostali w 1982 roku nagrodę Nobla.Czymże więc jest ta popularna propozycja?
Na czym polega?
Twórcą diety jest amerykański dietetyk i biotechnolog dr Barry Sears, który zakłada, że najważniejsze w diecie jest zachowanie odpowiednich proporcji pomiędzy węglowodanami, białkami i tłuszczami. W każdym posiłku, a co za tym idzie również w całym jadłospisie, 30% energii powinno pochodzić z białka, 30% z tłuszczu i 40% z węglowodanów. Według autora przy takich proporcjach zachodzi równowaga pomiędzy hormonami odpowiedzialnymi za metabolizm. Zalecane normy mówią o podziale: 55-60% węglowodany, 12-14% białka i maksymalnie do 30% tłuszcze.
W założeniach diety Zone kaloryczność diety nie jest znacznie niższa od dotychczasowej. Kalorie te powinny jednak pochodzić z innych źródeł. W diecie powinno się znaleźć 5 posiłków w ciągu dnia, w odstępie nie większym niż 5 godzin. Pół godziny przed każdym posiłkiem należy wypić wodę. Posiłki komponuje się samemu, korzystając ze stworzonych przez autorów tabel. Nieodłącznym elementem diety są też regularne ćwiczenia fizyczne.
Odżywianie zgodne z zasadami Zone ma wpływać na wydzielanie przez trzustkę hormonu - insuliny. Spośród wielu swoich funkcji insulina wpływa również na odkładanie się tkanki tłuszczowej. Celem stosowania diety Zone jest utrzymanie równowagi między wpływającą na zwiększenie zapasów tkanki tłuszczowej insuliną a hormonem działającym w odwrotny sposób - glukagonem. Hormon ten uwalnia zapasy glukozy z wątroby, kiedy jest ona potrzebna, np. podczas wysiłku. Stan równowagi między tymi hormonami pozwala na zachowanie odpowiedniego poziomu glukozy we krwi.
Odżywianie zgodne z zasadami Zone ma wpływać na wydzielanie przez trzustkę hormonu - insuliny. Spośród wielu swoich funkcji insulina wpływa również na odkładanie się tkanki tłuszczowej. Celem stosowania diety Zone jest utrzymanie równowagi między wpływającą na zwiększenie zapasów tkanki tłuszczowej insuliną a hormonem działającym w odwrotny sposób - glukagonem. Hormon ten uwalnia zapasy glukozy z wątroby, kiedy jest ona potrzebna, np. podczas wysiłku. Stan równowagi między tymi hormonami pozwala na zachowanie odpowiedniego poziomu glukozy we krwi.
Autorzy nie dają rozpisanego jadłospisu, przedstawiają sposób żywienia za pomocą "cegiełek", w których są "mini-cegiełki" węglowodanowe, białkowe i tłuszczowe. Instrukcja jest nieco złożona, więc zainteresowanych odsyłam do źródła.

Z pewnością jest to dieta niskowęglowodanowa, co w przypadku chudnięcia jest dobrym wskaźnikiem. Zastąpienie węglowodanów białkami (upraszczając sprawę) ma pozytywne konotacje szczególnie w przypadku osób uprawiających aktywność fizyczną, gdyż dostają dobry budulec dla budowy mięśni.
Zdrowotność
Z pewnością jest to dieta niskowęglowodanowa, co w przypadku chudnięcia jest dobrym wskaźnikiem. Zastąpienie węglowodanów białkami (upraszczając sprawę) ma pozytywne konotacje szczególnie w przypadku osób uprawiających aktywność fizyczną, gdyż dostają dobry budulec dla budowy mięśni.
Stosowanie się do zasad diety może, według autorów, doprowadzić do cofnięcia się chorób serca, nadciśnienia czy cukrzycy. Uważają również, że dieta wpływa na poprawę wyników sportowych. I jest w tym trochę racji szczególnie jeśli chodzi o sportowców.
Co do osób z różnego rodzaju chorobami, a szczególnie chorobami nerek oraz cukrzycy byłabym mocno powściągliwa w wydawaniu tak decydujących opinii na jakie zdobyli się autorzy diety, gdyż pamiętać należy, że jest to dieta o podwyższonej zawartości białka. A białko jest trudnostrawialne i zbyt duża jego ilość przyczynia się do nadmiernego obciążenia nerek.
Warto tutaj zatrzymać się nad etymologią nazwy tejże diety. Autorzy twierdzą, że znaleźli sposób by utrzymać nas w błogostanie. Odpowiedzią jest wejście do tytułowej strefy, możliwe po zastosowaniu wskazówek żywieniowych zawartych w książce. Niestety nie ma nigdzie konkretnych wytycznych jak ta strefa wygląda, jakie odczucia temu towarzyszą, czyli jak rozumiem sama w sobie jest pojęciem subiektywnym. I to właśnie być może jest trafnym chwytem marketingowym natomiast z merytoryczną wiedzą popartą badaniami niewiele ma wspólnego. Potwierdzają to takie stwierdzenia jak dla przykładu to, że ta dieta może zmienić nasz kod genetyczny(!). Takim i innymi podobnymi stwierdzeniami traci na wartości.
Praktyczność
Autorzy diety strefowej (dr Sears?a i Lawren?a-przyp.) podkreślają, że zaprezentowany przez nich sposób żywienia z założenia ma być stosowany przez całe życie, bo to umożliwi nam "przebywanie w strefie". Decydując się na bycie podobnym do Cindy Crawford czy Demi Moore musimy mieć świadomość nieustannego "programowania" naszego jadłospisu według strefowego systemu "cegiełek". Wymaga to zaangażowania czasowego, myślowego i dedukcyjnego, gdyż nie ma prostych rozwiązań tego systemu. Być może przemówi on do umysłów ścisłych. Tak czy inaczej według mnie dieta jest czasochłonna, raz ze względu na naukę, wdrożenie i trwanie przy systemie cegiełek, dwa przez trudność przeliczenia spożywanych produktów czy potraw na rzeczone "cegiełki".
Trudno się wypowiadać co do kosztów, czy dostępności produktów, bo te nie są jednoznacznie określone. Jednak wiadomo, że produkty z dobrym źródłem białka nie należą do najtańszych.
Działanie
Stosując dietę, traci się na wadze 2-3 kg w ciągu pierwszych dwóch tygodni, potem chudnie się 1-3 kg miesięcznie. Według autorów jest to wynikiem wejścia w strefę i dzieje się "automatycznie" (?).
Sposób żywienia zaproponowany przez dra Sears?a jest normokaloryczny, co jest dobrym wskaźnikiem do tego, że nie powstają braki energetyczne, a utrata wagi, jeśli się pojawia jest bardziej racjonalna, co może też oznaczać, że jeśli rzeczywiście pozostaniemy przy tej diecie do końca życia to unikniemy efektu jo-jo.
Sposób żywienia zaproponowany przez dra Sears?a jest normokaloryczny, co jest dobrym wskaźnikiem do tego, że nie powstają braki energetyczne, a utrata wagi, jeśli się pojawia jest bardziej racjonalna, co może też oznaczać, że jeśli rzeczywiście pozostaniemy przy tej diecie do końca życia to unikniemy efektu jo-jo.
Reasumując powiem tak, jeśli szukacie sposobu na zabicie czasu, chcecie się pochwalić, że stosujecie tą samą dietę co hollywoodzkie gwiazdy i wierzycie w nieco irracjonalne zmiany w swoim organizmie to możecie zatrzymać się nad tym sposobem żywienia. Z dietetycznego punktu widzenia jest w niej wiele niuansów, m.in. dotyczących spożywania tylko jednonienasyconych kwasów tłuszczowych z wyeliminowaniem wielonienasyconych (dość rozbudowana zależność, nad którą nie będę w tym miejscu pisać), "automatyczne" spalanie tkanki tłuszczowej i tym podobne. Poza tym opieranie się na cudownej, mistycznej mocy bycia w strefie pasuje bardziej do metod neurolingwistycznych niż dietetyki jako takiej. A nie zapominajcie, że wygląd celebrytów to w większości przypadków nie dieta (bądź nie tylko dieta) tylko liczne zabiegi kosmetyczne, masaże, osobisty trener i najczęściej dodatkowa suplementacja wspomagająca procesy trawienne, odchudzające, budulcowe.
Życzę Zdrowej Jakości Życia!
Monika Rola
specjalista ds. żywienia